poniedziałek, 22 grudnia 2008

Przygotowania świąteczne

Święta nabierają zupełnie innej formy, gdy na świecie pojawią się Twoje dzieci... Nigdy nie zapomnę, jakie wrażenie na Mikim zrobiła 1. choinka, którą z jego tatą stroiliśmy nocą przed wigilią. Gdy obudził się na karmienie wzięłam go do „salonu” żeby mu ją pokazać w pełnej okazałości - świecącą nocą… Widok szoku na twarzy dziecka 4.5 miesięcznego... Szoku jakiego się nie spodziewałaś, TAKA emocja w takim małym człowieku-i nie chodziło tu o pełna pieluchę czy o chęć przyklejenia się do piersi. Zachwyt niewyobrażalny....

W tym roku zaryzykowaliśmy i powiesiliśmy na choince parę tradycyjnych bombek... no ale okazało się, że Miki musiał sprawdzić 3 razy czy te ciekawe piłki na pewno nie odbiją się od podłogi- no cóż ma naturę precyzyjnego badacza. Bombki ściągnięte -poczekają w szafie jeszcze parę lat bo na przyszłe święta będziemy mieli jednego badacza więcej-około 11-miesięcznego.

Mikołaj starannie się przygotowuje do świąt Bożego Narodzenia-podejrzewam ze nie może się ich doczekać... niestety wyjedzenie do końca czekoladek z Kalendarza adwentowego nie przyspieszyło świąt o ani jeden dzień.... a jaki sprytny-wykorzystując ze mama zapomniała go odłożyć w miejsce nieosiągalne dlań schował kalendarz za kanapą i wciąż go tam ”odwiedzał”. Każde odwiedziny kończyły się zadowolona miną i głaskaniem po brzuszku... A mama taka „bystra” zorientowała się gdy w kalendarzu zostały 2 czekoladki...

wtorek, 25 listopada 2008

Za namową pewnego PANA X, który obiecał być wiernym czytelnikiem, a na temat którego wyglądu zewnętrznego nie powiem nic, bo wszyscy od razu wiedzieliby o kogo chodzi, pisze 1. stronę MIKOŁAJOWEGO pamiętnika :D

Mikołaj urodził się 2 lata 3 miesiące i 16 dni (bez 30 minut) temu. Jest łobuzem, jak każdy zbuntowany dwulatek, potrafi też rozbroić miną aniołka, nie mówi jeszcze ale już kłamie.... przyłapany nawet kiedyś w Kościele przez grupkę osób stojącą za nami. Było to tak:

Niedzielna eucharystia dla dzieci w Kościele św. Anny na Nikiszu, na którym Mikołaj ma szczęście dorastać. Mały całą mszę coś tam łobuzuje, ale bez przesady-nie odstaje od innych dzieci. Nagle pokazuje na „wróbelka”- co oznacza ze chce siku (jak wspomniałam nie mówi jeszcze) no więc szybko z Kościoła wychodzimy znajdujemy 1. lepsze krzaczki i siku robimy. Wracamy do Kościoła i Miki po słownie piętnastu sekundach znów pokazuje na wróbelka- i ja mu mówię, żeby nie kłamał bo sikał przed chwilką i słyszę za sobą chichot młodzieży....

Wcale im się nie dziwię, bo gdyby nie fakt, że mój śmiech byłby daleko niepedagogiczny sama bym się tam chyba turlała. W ten oto sposób dziecko niemówiące pokazało, że kłamać potrafi. I to dla jakiego celu- chciał się już wyrwać z Kościoła... coś mi się zdaje, że będę musiała go w przyszłości z kazań przepytywać :D