poniedziałek, 26 października 2009

DzieBucha

Dość już wpisów o Bule! Dziebucha też musi tu zaistnieć bardziej niż tylko w kontekście!! Dlaczego DzieBucha? Już odpowiadam! Otóż gdy Maji wychodziły dolne jedynki strasznie była marudząca(ogólnie zdobywanie uzębienia nie jest szczególnie miłe więc nie ma co się jej dziwić) Wtedy zaczęłam do niej mówić dziewucha, pół żartem pół serio rzecz jasna.... I gdy pewnego dnia na spacerze tak jej dziewuchowałam podbiegła do mnie 4-letnia dziewczynka i z przerażeniem wręcz w oczach spytała:
-Proszę Pani. Ona ma na imię DZIEBUCHA?? Tak mnie to rozbawiło, ze DzieBucha przylgnęło do Maji jak Buła do Mikołaja. Póki co istnieje tylko w tej formie, ale pewno z czasem będą formy wyrażające niezadowolenie ( jak Bułkowsky u Buły).

Maja w całej swej okazałości jest przegrzeczna i wiecznie uśmiechnięta. Uśmiechnięta-niekoniecznie śmiejąca się, bo wydobycie z niej jakiegokolwiek dźwięku jest dla mnie i Małżona wręcz niemożliwe. Natomiast dla Mikołaja.... całkiem naturalne. Czego by Miki nie robił u Maji powoduje to śmiech.

Anioł nie dziecko! Wszyscy to mówią! Jest niesamowicie grzeczna. Naprawdę. Nawet nasza Pani Doktor się zdziwiła, że ona taka spokojna a przecież zaglądając do buzi zauważyła grono opuchniętych dziąseł z prześwitującym ząbkami. Tak czasem sobie myślę, że to może ta solidarność jajników, a może Bóg daje mi odsapnąć po jakże żywym Mikołaju. Dobrze, że jest do przodu z rozwojem fizycznym bo pewno już bym się zamartwiała że jest „zbyt grzeczna” i że to wina pewno jakiejś wstrętnej nie wykrytej choroby! My Matki mamy to do siebie, że różne rzeczy sobie wmawiamy, wszystko to jednak z troski wielkiej o dziecko i trochę z tendencji do zamartwiania się wszystkim na wyrost. Cóż. Być kobietą, być kobietą.... :P

W słowa nie mogę ubrać zachwytu oraz radości jaką odczuwam od dnia jej narodzin<> do dziś, jak cieszy mnie wspólne umiłowanie między nią a Bułą, jak cieszy mnie, że mam DzieBuszkę, że ona cieszy Mikołaja, że on cieszy ją tak bardzo...

środa, 9 września 2009

Nadal uczymy się mówić

Buła w końcu pękł i zaczął w tempie atomowym rozszerzać swój zasób słów. Nim to jednak nastąpiło miało miejsce jeszcze parę zdarzeń, które chciałam tu opisać.
Huśtając się kiedyś z Bartoszem na „koniku” czyli jak to Bartosz mówi na „góra-dół” podbijali tzw. KOTLETY (huśtali się tak mocno by pupa przeciwnika oderwała się od huśtawki). Bule bardzo się to spodobało i następnego dnia, gdy Bartosza jeszcze nie było na placu podbiegł do konika i zaczął mnie wołać „ MAMA! AM! AM!” a ja od razu wiedziałam, że chodzi o KOTLETY.

W związku z Mikołajowym nie-mówieniem bywały sytuacje śmieszne ale i strasznie irytujące... cały dzień pisków, krzyków i wrzasków (bo w końcu jakiś odgłos trzeba z siebie wydobywać) potrafił człowieka wyprowadzić z równowagi. Jednak jakże powalające było to, gdy Miki stał pod kuchennym blatem skakał drapał się po głowie i wołał „uh, uh, uh!” wskazują na leżący na blacie banan- logiczne przecież, że jak się chcę banana to zamiast mówić „mama daj banana” udajemy małpkę (a mama niech zgaduje).

Mikołaj wszystkich kładzie spać...znaczy jak się bawi to wszystkie ludziki, maskotki i autka idą spać a Miki to komentuje w sposób bardzo odpowiedni dla jego umiejętności (robi: choooooooo psiiiiiiii). Pewnego dnia oglądał z wujkiem G. Wielki Atlas Ryb. Wszystkie prezentowane okazy bardzo mu się podobały i wszystkie komentował nie ukrywając zachwytu- jeeeeeeeeeeeeeeeeeee. I nagle jego oczom ukazała się ilustracja przedstawiające ryby z odłowu- leżące na pokładzie kutra, bez wody. Komentarz oczywisty: choooooo psiiiiiiii. Podobna sytuacja miała miejsce, gdy mijaliśmy rozjechanego kotka – dobrze że dał się namówić by nie czekać aż kotek się obudzi.

Zwiększony zasób słów wpływa dobrze na relację dzieci: np. gdy Dziebucha wstanie po 2-godzinnej drzemce, Miki ją wita wołaniem „ MAJU!! CZEEEEŚĆ!!” a to wywołuje u Majci radość okazywaną energicznymi ruchami wszystkich kończyn, co zaś wywołuje śmiech u Mikołaja.
Ten sam zasób słów nie przeszkadza mu rozmawiania w starym stylu: np.
· gdy szukał kalejdoskopu, który dostał dzień wcześniej od Cioci, zirytowany, że nie może go znaleźć zawołał mnie i mówi „CIOCIA” pokazując na oko
· gdy Maja zbliżała się w budzący obawę o zniszczenie sposób do jego rozłożonej na podłodze kolejki „MAJU NIE uh uh ” gdzie nie było dodatkowo zobrazowane kiwaniem palca, a uh, uh ciągnięciem za wyimaginowany dzwonek palacza z ciufy.

środa, 22 kwietnia 2009

Uczę się mówić...

... Aż zabawne jest to jak Mikołaj umie się porozumiewać bez słów. Na przykład ostatnio siorbał pokazując na garnek.
-Chcesz zupy? –spytałam, a on się zaśmiał potwierdzająco. Może gdybym nie była tak domyślna on już dawno by mówił, no ale trudno, jestem i drugie trudno, że on nie mówi.
Jest przy tym jednak bardzo inteligentny i porozumie się z każdym, choć trochę rozumnym człowiekiem.

Gdy spacerowaliśmy jeszcze zimą, weszliśmy na podwórko przez ajnfart, a tam robotnicy usuwali usterkę z telefonii stacjonarnej. Z boku stał mały żółty spychacz na gąsienicach. Na ten widok uradowany Miki krzyknął Wall-e, a jego oczy wyrażały wielkie zdziwienie dlaczego Wall-e wyładował na Nikiszu :P

Większość dzieci w jego wieku ma dużo większy zasób słów, dlatego staramy się go zachęcać do mówienia.... oczywiście Mały cwaniak umie powiedzieć Lucky Luck jeśli chciałby obejrzeć tę bajkę, ale na inne słowa niezbyt ma ochotę.... Kiedy jego tata dowiedział się że Pawko - kuzyn Mikiego – umie powiedzieć do swoich rodziców po imieniu zaczął Mikiego zachęcać:
- Powiedz MAR CIN
- TA TA- uparcie powtarzał Mikołaj... teraz już mówi Marcin gdy Tata na „tata” nie reaguje.

Różnica między nim a miesiąc młodszym Bartoszem – Ulubionym kolegą z podwórka- jest przeogromna.... Bartosz ma starsze rodzeństwo, ale i talent wielki do mówienia... Kiedy ostatnio wracali razem z przedszkola Mikołaj bystrzak pierwszy zauważył że jedzie pociągi tu pojawił się jego stały komentarz:
- Uhu uhu – i gest maszynisty ciągnącego za dzwonek, na co odpowiedź Bartosza była powalająca
- Patrzaj Mikołaju, pociąg jedzie. Wiezie węgiel z kopalni.
A Miki na to:
- Uhu uhu
A najwspanialsze w tym jest to, że ta różnica nic a nic im nie przeszkadza w sympatii jaką do siebie pałają... za to ja i Babcia Bartosza mamy ubaw obserwując ich z ławki.

wtorek, 3 marca 2009

W oczekiwaniu na siostrę

Co prawda w momencie oczekiwania nie wiedzieliśmy jeszcze czy to siostra czy brat.... wiedzieliśmy jedno- Mikołaj będzie wspaniałym starszym bratem! Miki w Mai zakochany jest od początku. Straaaaaaasznie dłużyło mu się czekanie a końcówka to już w ogóle, a teraz nawet na osłodę nie miał żadnego kalendarza ciążowego, z którego mógłby conieco wyjeść.

Mikołaj łaskotał wciąż ciężarny mój brzuch i nie przestawał dopóki nie powiedziałam, że dzidziuś posikał się ze śmiechu. Teraz czasem łaskocze Małą a czasem brzuch jak mu się zapomni...

Zaskakujące jak bardzo się mylimy uważając, że znamy własne dzieci - nawet te dwuipółletnie. Byłam pewna że Buła będzie zazdrosny jak będę karmić Pestkę, ponieważ miał słabość do matczynego mleka i do niedawna uśmiechał się na widok maminych piersi. Gdy odwiedził nie w szpitalu w porze karmienia, myślałam, że zrobi larmo tak jak to on potrafi a tu cisza. Tylko nie miał ochoty patrzeć wtedy na mnie i Małą. Do teraz karmienie nie stanowi żadnego problemu wbrew moim dziewięciomiesięcznym obawom.

W zeszły czwartek robiłam Pirzonkowe naleśniki na kolację. Mikołaj porwał jednego suchego naleśnika i zajadał się nim... a że jest starszym i bardzo kochającym bratem podzielił się z niespełna miesięczna Majeczką, która próbowała, próbowała ale doszła do wniosku że to nie mleczko i ssać się tego nie da, więc odpuściła sobie i wielkodusznie odwróciła głowę dając w ten sposób znak Bule, że objadać go nie będzie.

Dzieci bardzo za sobą przepadają, Maja z Mikim, Miki za Mają. Tworzą zgrana parkę (póki co parkę), mimo że ze starszaka wychodzi jeszcze czasem egoista.