środa, 22 kwietnia 2009

Uczę się mówić...

... Aż zabawne jest to jak Mikołaj umie się porozumiewać bez słów. Na przykład ostatnio siorbał pokazując na garnek.
-Chcesz zupy? –spytałam, a on się zaśmiał potwierdzająco. Może gdybym nie była tak domyślna on już dawno by mówił, no ale trudno, jestem i drugie trudno, że on nie mówi.
Jest przy tym jednak bardzo inteligentny i porozumie się z każdym, choć trochę rozumnym człowiekiem.

Gdy spacerowaliśmy jeszcze zimą, weszliśmy na podwórko przez ajnfart, a tam robotnicy usuwali usterkę z telefonii stacjonarnej. Z boku stał mały żółty spychacz na gąsienicach. Na ten widok uradowany Miki krzyknął Wall-e, a jego oczy wyrażały wielkie zdziwienie dlaczego Wall-e wyładował na Nikiszu :P

Większość dzieci w jego wieku ma dużo większy zasób słów, dlatego staramy się go zachęcać do mówienia.... oczywiście Mały cwaniak umie powiedzieć Lucky Luck jeśli chciałby obejrzeć tę bajkę, ale na inne słowa niezbyt ma ochotę.... Kiedy jego tata dowiedział się że Pawko - kuzyn Mikiego – umie powiedzieć do swoich rodziców po imieniu zaczął Mikiego zachęcać:
- Powiedz MAR CIN
- TA TA- uparcie powtarzał Mikołaj... teraz już mówi Marcin gdy Tata na „tata” nie reaguje.

Różnica między nim a miesiąc młodszym Bartoszem – Ulubionym kolegą z podwórka- jest przeogromna.... Bartosz ma starsze rodzeństwo, ale i talent wielki do mówienia... Kiedy ostatnio wracali razem z przedszkola Mikołaj bystrzak pierwszy zauważył że jedzie pociągi tu pojawił się jego stały komentarz:
- Uhu uhu – i gest maszynisty ciągnącego za dzwonek, na co odpowiedź Bartosza była powalająca
- Patrzaj Mikołaju, pociąg jedzie. Wiezie węgiel z kopalni.
A Miki na to:
- Uhu uhu
A najwspanialsze w tym jest to, że ta różnica nic a nic im nie przeszkadza w sympatii jaką do siebie pałają... za to ja i Babcia Bartosza mamy ubaw obserwując ich z ławki.